Kiev 60 – trudna miłość

Fotografuję już od kilku ładnych lat, a ilości zdjęć, które zrobiłem nie potrafię określić. Zaczynając od tych najzwyklejszych rodzinnych ujęć poprzez reportaż i kończąc na moich ulubionych portretach to wszystkie moje obrazki mają wspólny mianownik. Zawsze były to zdjęcia zarejestrowane matrycami aparatów cyfrowych. Jako dziecko fotografii cyfrowej nigdy nie liczyłem pstrykniętych klatek. Podejście do tematu zmienił jednak nieco tytułowy Kiev 60.

Pomimo moich oporów względem fotografii analogowej Kiev 60 wpadł mi w łapki zupełnie przypadkiem, od razu urządzając małą rewolucję w życiu i siejąc spore spustoszenie w portfelu… Jak łatwo się domyślić konstrukcja aparatu jest dosyć wiekowa, a wiadomo że starszymi należy się opiekować. Tak więc bohater, niemal natychmiast po zakupie, trafił na rehabilitację w serwisie pewnego pana z Bydgoszczy. Przy okazji okazało się, że jedyne oko aparatu, obiektyw Wołna-3, odrobinę nie domaga, coś tam niedowidzi i o zgrozo, nie domyka się! To, że cały zestaw kompletny i sprawny, wrócił do mnie udowadnia po raz kolejny starą prawdę, że Polak potrafi.

Teraz, po kilku miesiącach zabawy Kiev’em przyszedł wreszcie czas na przemyślenia. Pierwsza myśl dotyczy samej idei fotografowania na kliszy w kontrze do fotografii cyfrowej. Wcale nie chodzi mi o obróbkę cyfrową zdjęć ponieważ zdjęcia od zawsze były, są i będą obrabiane. Kiedyś robiono to gdzieś w ciemniach, a teraz wystarczy do tego zwykły komputer. Aparat analogowy nie wywołał u mnie zwrotu w podejściu do tego zagadnienia, dobra obróbka nie jest zła 😉 Zmienił jednak coś innego, a mianowicie zmusił mnie, po latach, do ciągłego kontrolowania ilości poczynionych zdjęć. Rzecz niby oczywista: klisza się kończy, trzeba założyć kolejną… o kurcze to przecież kilkanaście kolejnych złotówek w portfelu mniej! Nie, to znowu nie to. Trudno to opisać ale, przy takich ograniczeniach, człowiek po prostu chce aby każde koleje zdjęcie było lepsze od poprzedniego. Należy dokładniej planować wszystko co związane z sesją: czas, miejsce, modele itp. Przede wszystkim jednak „analog” zmusza do zwracania uwagi na rzecz najistotniejszą z istotnych w fotografii czyli na światło. Przyzwyczajenia dziecka ery cyfrowej muszą ustąpić: dziesiątki próbnych zdjęć nie wchodzi w grę, użyteczność lamp błyskowych jest dość ograniczona, no i brak jest raw’ów cyfrowych 🙂 Kiev 60, radziecko-ukraińska konstrukcja, pozwoliła mi więc wrócić do podstaw fotografowania. Wniosek nasunął mi się dopiero gdy całkiem niedawno przejrzałem zdjęcia z ubiegłorocznych plenerów ślubnych, gdzie zdecydowana większość z nich oparła się o światło zastane i podstawową blendę. Oczywiście to o czym piszę wyżej nie zawsze wychodzi tak jak powinno czego efektem są zdjęcia mniej lub bardziej udane, a ostatecznie zdjęcia nieudane zupełnie… Długa jeszcze droga przede mną 🙂

Ok, żeby nie zacząć marudzić, czas kończyć. Poniżej kilka fotek oraz dwie linki do twórczości ludzi bez których nie ogarnął bym tej miłości do Kieva 60 😉

Linka do Andrzeja

Linka do Ani

Kiev 60 Volna-3

img146a

dominika4

img791

img186

img383

klisza557

klisza541

img806

klisza561

klisza574

img087

img399

img802-Edit

Leave a reply